Po moim pytaniu nastąpiła chwila ciszy, wydaje mi się, że Louis był po prostu zaskoczony pytaniem.
- Um... w porządku, jak zwykle, no wiesz, nic specjalnego. - Lou motał się w tym co mówił. Szczerze? Mimo upływu lat, ja nadal nie wiedziałem dokładnie gdzie on pracuje.
- Louis? - postanowiłem przerwać ciszę.
- Hm?
- Tak właściwie to gdzie pracujesz?
- Harry.
- Przepraszam, ja po prostu jestem ciekawy. - zacząłem nerwowo bawić się rękoma. A co jeśli go czymś uraziłem?
- Nie, jest ok. Po prostu doszedłem do wniosku, że mimo lat mało o mnie wiesz.
- Cóż... jakby na to nie patrzeć, to prawda.
- I właśnie dlatego wpadłem na pewien pomysł.
- Na jaki? - zapytałem.
- Powiem ci pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Zostaw te ręce w spokoju, nie denerwuj się. Hazz, co z tobą? - Louis zaśmiał się i złapał moje ręce. Czy to normalne że mam motylki w brzuchu?
- Ok, więc jaki jest ten pomysł?
- Męski wypad.
- Męski wypad?
- Męski wypad. - zaśmialiśmy się wspólnie. - Co powiedz na sobotę? - zapytał Louis.
- Hm.. Sobota? Może być, jasne. - odpowiedziałem.
- W takim razie jesteśmy umówieni, a teraz wybacz, powinienem iść do Gemmy i z nią pogadać.
- Tak, idź. - powiedziałem, Lou wstał i poszedł w stronę schodów.
- Harry? - odwrócił się przed pierwszym stopniem.
- Tak?
- Dzięki.
__________________________________________________________
Mam nadzieję że przypadnie wam do gustu ten rozdział i jeśli możecie to powiedzcie znajomym o blogu, a nóż, może im się spodoba. Xx
ask
niedziela, 30 czerwca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
Chapter 5
Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu zauważyłem Gemmę i mamę idące w naszym kierunku.
- Ok, co się dzieje? - ciszę przerwał Louis.
- Dzwonił wujek Rob, ciocia Ruby miała wypadek.
- Boże. - nie wiedziałem co innego powiedzieć.
- Tak mi przykro.
- To miłe Louis. Cały problem polega na tym, że ciocia i wujek mają małe dzieci. Wujek pracuje, nie dadzą mu wolnego, ciocia jest w ciężkim stanie, a dziećmi nie ma się kto zająć. - powiedziała jednym tchem Anne.
- I rozumiem że ktoś z nas ma tam jechać i im pomóc, prawda? - zapytałem.
- Harry, dobrze wiesz, że mają tylko nas.
- Tak, wiem. Na kogo padł wybór? - ponownie zadałem pytanie.
- Na mnie. - wreszcie z końca pomieszczenia odezwała się Gemma.
- Jak to na ciebie? - prawie wykrzyczał Louis.
- Louis, spokojnie. Ona musi jechać. Musimy im pomóc. Harry'ego nie wyślemy, ma szkołę, poza tym on i opieka nad małymi dziećmi? Proszę cię. Ja też nie mogę jechać. A Gemma akurat ma wolne.
- Ok, rozumiem. Na jak długo?
- Nie wiem.
- Ok, rozumiem. Pozwól mi się z tym oswoić. Możemy potem porozmawiać? - zapytał już bardziej opanowany.
- Jasne i przepraszam. - Gemma wraz z mamą poszły do kuchni. Zostaliśmy tylko my.
- Stary, nie martw się, będzie dobrze. Pojedzie, wróci i będzie po staremu. - powiedziałem i poklepałem go po ramieniu.
- Oby. Dzięki, bracie. - Louis odpowiedział i uśmiechnął się do mnie. Powiedział do mnie 'bracie'. Boże. Ok, Harry, uspokój się, zachowujesz się jak mała dziewczynka.
- Więc... Jak w pracy?
___________________________________________________________________
Znowu krótki, mam nadzieję że się spodoba.
ask
- Ok, co się dzieje? - ciszę przerwał Louis.
- Dzwonił wujek Rob, ciocia Ruby miała wypadek.
- Boże. - nie wiedziałem co innego powiedzieć.
- Tak mi przykro.
- To miłe Louis. Cały problem polega na tym, że ciocia i wujek mają małe dzieci. Wujek pracuje, nie dadzą mu wolnego, ciocia jest w ciężkim stanie, a dziećmi nie ma się kto zająć. - powiedziała jednym tchem Anne.
- I rozumiem że ktoś z nas ma tam jechać i im pomóc, prawda? - zapytałem.
- Harry, dobrze wiesz, że mają tylko nas.
- Tak, wiem. Na kogo padł wybór? - ponownie zadałem pytanie.
- Na mnie. - wreszcie z końca pomieszczenia odezwała się Gemma.
- Jak to na ciebie? - prawie wykrzyczał Louis.
- Louis, spokojnie. Ona musi jechać. Musimy im pomóc. Harry'ego nie wyślemy, ma szkołę, poza tym on i opieka nad małymi dziećmi? Proszę cię. Ja też nie mogę jechać. A Gemma akurat ma wolne.
- Ok, rozumiem. Na jak długo?
- Nie wiem.
- Ok, rozumiem. Pozwól mi się z tym oswoić. Możemy potem porozmawiać? - zapytał już bardziej opanowany.
- Jasne i przepraszam. - Gemma wraz z mamą poszły do kuchni. Zostaliśmy tylko my.
- Stary, nie martw się, będzie dobrze. Pojedzie, wróci i będzie po staremu. - powiedziałem i poklepałem go po ramieniu.
- Oby. Dzięki, bracie. - Louis odpowiedział i uśmiechnął się do mnie. Powiedział do mnie 'bracie'. Boże. Ok, Harry, uspokój się, zachowujesz się jak mała dziewczynka.
- Więc... Jak w pracy?
___________________________________________________________________
Znowu krótki, mam nadzieję że się spodoba.
ask
środa, 19 czerwca 2013
Chapter 4
Louis odebrał telefon. Byłem zły. Nawet nie wiem dlaczego. To było dziwne. Myślę, że po prostu chciałem usłyszeć tą historię. Lubię jak Louis coś opowiada.
- Skarbie, już wracam. - powiedział od razu po odebraniu telefonu. - Jestem z Harry'm. - około 5 sekund ciszy z jego strony, bo jak się domyśliłem Gemma nawijała. - Zaraz będziemy, po prostu poczekaj. - powiedział i się rozłączył nie czekając na odpowiedź. Odłożył telefon.
- O co chodzi? - moja ciekawość wzięła górę.
- Niewiele zrozumiałem, mówiąc szczerze. Ale chyba coś się stało, Gemma była bardzo nakręcona.
- O. - mój wyraz twarzy momentalnie się zmienił, bo Gemma zawsze była spokojna, jeśli była zdenerwowana to był to bardzo ważny powód.
- Martwisz się? - zapytał ciepłym głosem Lou.
- Nie, chyba nie.
- Będzie ok.
- Może, ale przyznaj że Gemma rzadko kiedy jest zdenerwowana. Coś musiało się stać, czuję to.
- Myśl pozytywnie, Harry. Czego cię nauczyłem?
- Postaram się.
- No i tak ma być. - odpowiedział Louis i lekki uśmiech wkradł się na jego usta. Wjechał na podjazd domu. - A co do historii, opowiem ją kiedy indziej. - powiedział i wyszedł z auta. Nie zdążyłem odpowiedzieć. Myślałem że zapomniał. Pamiętał. Uśmiechnąłem się i również wysiadłem. Louis klepnął mnie po plecach pocieszająco i poszliśmy w stronę domu.
___________________________________________________________________________
Znowu krótkie, przepraszam. Długo nie dodawałam, przepraszam. Chcę kontynuować to opowiadanie, mimo że wiem, że nie ma czytelników. eh.
- Skarbie, już wracam. - powiedział od razu po odebraniu telefonu. - Jestem z Harry'm. - około 5 sekund ciszy z jego strony, bo jak się domyśliłem Gemma nawijała. - Zaraz będziemy, po prostu poczekaj. - powiedział i się rozłączył nie czekając na odpowiedź. Odłożył telefon.
- O co chodzi? - moja ciekawość wzięła górę.
- Niewiele zrozumiałem, mówiąc szczerze. Ale chyba coś się stało, Gemma była bardzo nakręcona.
- O. - mój wyraz twarzy momentalnie się zmienił, bo Gemma zawsze była spokojna, jeśli była zdenerwowana to był to bardzo ważny powód.
- Martwisz się? - zapytał ciepłym głosem Lou.
- Nie, chyba nie.
- Będzie ok.
- Może, ale przyznaj że Gemma rzadko kiedy jest zdenerwowana. Coś musiało się stać, czuję to.
- Myśl pozytywnie, Harry. Czego cię nauczyłem?
- Postaram się.
- No i tak ma być. - odpowiedział Louis i lekki uśmiech wkradł się na jego usta. Wjechał na podjazd domu. - A co do historii, opowiem ją kiedy indziej. - powiedział i wyszedł z auta. Nie zdążyłem odpowiedzieć. Myślałem że zapomniał. Pamiętał. Uśmiechnąłem się i również wysiadłem. Louis klepnął mnie po plecach pocieszająco i poszliśmy w stronę domu.
___________________________________________________________________________
Znowu krótkie, przepraszam. Długo nie dodawałam, przepraszam. Chcę kontynuować to opowiadanie, mimo że wiem, że nie ma czytelników. eh.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)