niedziela, 30 czerwca 2013

Chapter 6

Po moim pytaniu nastąpiła chwila ciszy, wydaje mi się, że Louis był po prostu zaskoczony pytaniem.
 - Um... w porządku, jak zwykle, no wiesz, nic specjalnego. - Lou motał się w tym co mówił. Szczerze? Mimo upływu lat, ja nadal nie wiedziałem dokładnie gdzie on pracuje.
 - Louis? - postanowiłem przerwać ciszę.
 - Hm?
 - Tak właściwie to gdzie pracujesz?
 - Harry.
 - Przepraszam, ja po prostu jestem ciekawy. - zacząłem nerwowo bawić się rękoma. A co jeśli go czymś uraziłem?
 - Nie, jest ok. Po prostu doszedłem do wniosku, że mimo lat mało o mnie wiesz.
 - Cóż... jakby na to nie patrzeć, to prawda.
 - I właśnie dlatego wpadłem na pewien pomysł.
 - Na jaki? - zapytałem.
 - Powiem ci pod jednym warunkiem.
 - Jakim?
 - Zostaw te ręce w spokoju, nie denerwuj się. Hazz, co z tobą? - Louis zaśmiał się i złapał moje ręce. Czy to normalne że mam motylki w brzuchu?
 - Ok, więc jaki jest ten pomysł?
 - Męski wypad.
 - Męski wypad?
 - Męski wypad. - zaśmialiśmy się wspólnie. - Co powiedz na sobotę? - zapytał Louis.
 - Hm.. Sobota? Może być, jasne. - odpowiedziałem.
 - W takim razie jesteśmy umówieni, a teraz wybacz, powinienem iść do Gemmy i z nią pogadać.
 - Tak, idź. - powiedziałem, Lou wstał i poszedł w stronę schodów.
 - Harry? - odwrócił się przed pierwszym stopniem.
 - Tak?
 - Dzięki.




__________________________________________________________
Mam nadzieję że przypadnie wam do gustu ten rozdział i jeśli możecie to powiedzcie znajomym o blogu, a nóż, może im się spodoba. Xx
ask

2 komentarze:

  1. zajebisty:) nie mogę się doczekać kolejnego :) xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde dawno się tak nie podjarałam :) zajebiste♥ masz nową czytelniczkę

    OdpowiedzUsuń